Księgarnia wysyłkowa:
Zapraszamy do księgarni wysyłkowej

Nasi autorzy:
Bogumił Andrzejewski
Katarzyna Olga Beilin
Dawid Bieńkowski
Zbigniew Bieńkowski
Maciej Z. Bordowicz
Andrzej Braun
Wojciech Chmielewski
Miloš Crnjanski
Wiesław Cypryś
Andrzej Czcibor-Piotrowski
Filip Dawid
Jerzy Gierałtowski
Jerzy Górzański
Marian Grześczak
Wacław Holewiński
Anatol Kobyliński
Ivan Kordić
Veselno Koroman
Grzegorz Łatuszyński
Sonja Manojlović
Slavko Mihalić
Michał Nataniel
Beata Obertyńska
Neven Orhel
Jan Parandowski
Janusz Odrowąż-Pieniążek
Jerzy Pietrkiewicz
Stevan Raičković
Stanisław Rembek
Abdulah Sidran
Henryk Skwarczyński
Marek Sołtysik
Mile Stojić
Katarzyna Szeloch
Włodzimierz Śliwiński
Andjelko Vuletić
Piotr Wojciechowski
Witold Zalewski


Serie wydawnicze:
Biblioteka Poetycka
Biblioteka Sensacji
Biblioteka Srebrnego Asa
Biblioteka Współczesna
Literatura faktu
Literatura i ekran
Powieść historyczna
Świat, kultura, polityka



Oficyna Wydawnicza "Agawa"
Al. Niepodległości 15/8
02-653 Warszawa
tel./fax: (022) 847-36-54
tel. 0604-156-288
e-mail: agawaow@tlen.pl
Słowa, które nie śpią - Antologia poezji czarnogórskiej XX wieku
- Grzegorz Łatuszyński


Oficyna Wydawnicza "Agawa"
ISBN 83-85571-12-4
Seria: Biblioteka Poetycka
Poezja
Wybór, przekład i wstęp Grzegorz Łatuszyński
Okładka twarda, barwna, foliowana
Format A5
Str. 270
Cena detaliczna: 38 zł








Od Petara II Petrovicia Njegoša
do Milo Djukanovicia

W Czarnogórze poeci rodzą się na kamieniu, bo i na czym by się mieli rodzić w tym kamienistym kraju. Ani tu siać, ani orać. Same góry, same piargi. Jeśli coś się potrafi zakorzenić, to oliwka, krzew winny i poezja, która od najstarszych czasów rozbrzmiewała pieśnią w tutejszych gajach oliwnych i winnicach, pieśnią liryczną i epicką. Liryczna opiewała życie codzienne, dole i niedole czarnogórskiego ludu, jego smutki i radości, a epicka sławiła wojowników wyprawiających się zagonami na Turków, którzy okupowali przez pięćset lat całe Bałkany (poza Czarnogórą), a także poległych na polach bitewnych i wracających z tych wypraw z łupami mężów, synów i braci.
Regularne łupy wojenne stanowiły ważną pozycję, rzec moż­na językiem naszych dzisiejszych ekonomistów, w dochodzie narodowym tego kraju. Turcy kilkakrotnie próbowali zdusić to państewko, ale rezygnowali, bo zamysł ów kosztował zbyt wiele ofiar, zwycięstwo zaś, nazbyt drogo opłacane, starczało na krótko. Po niejednym z takich zwycięstw nakładali na Czarno­górców kontrybucję. Jej skutek okazywał się jednak mało ko­rzys­t­ny, bo wojownicy czarnogórscy musieli podwoić częstotliwość swoich wypraw na bogate siedziby begów i hodżów na podbitych ziemiach serbskich i bośniackich, żeby mieć czym i lud swój wyżywić, i haracz Turkom zapłacić.
Małej, górzystej i bitnej Czarnogóry nie zdobyli Turcy i nie zdobył Napoleon, któremu oczywiście tak jak i Turkom szkoda było krwi żołnierskiej na zwycięstwo dla zwycięstwa. Nie było ono konieczne, bo nic by nie zmieniło w realizacji jego celów strategicznych. Tym niemniej obrona niepodległości kosztowała Czarnogórę niemało krwi, gdyż skłonić wielkie potęgi, by odstą­piły od zakusów podporządkowania jej sobie, musieli na polach walki, a nie przy stołach konferencyjnych.
Dzięki tej determinacji Czarnogóra w czasie wojen napoleoń­skich i krótko po upadku Napoleona była w Europie jedynym obok Rosji niepodległym państwem słowiańskim, a dwór carski w Petersburgu nie tylko utrzymywał bliskie z nią związki, ale też skoligacił się z dworem władcy czarnogórskiego na Cetinju, bo księżniczki czarnogórskie odznaczały się wielką urodą, na którą nie pozostali obojętni ani rosyjscy carewicze, ani też inni ksią­żęta i królowie europejscy. A strategiczne położenie Czarnogóry na Bałkanach miało tu i dalej ma swoją wartość.
Najwybitniejszym czarnogórskim władcą w XIX wieku był władyka Petar II Petrović Njegoš (żył w latach 1813-1851, panował od 1830 do 1851 roku). Wykazał się nie tylko wybitnym talentem politycznym, dzi­ęki któremu dość zacofana Czarnogóra pod jego rządami zmieniła się w bardziej nowoczesne, lepiej zorganizowane i sprawniej zarządzane państwo, ale też wybitnym talentem literackim. Był największym poetą romantycznym słowiańskiego Południa, autorem poematu narodowego „Górski wieniec”, porównywanego z „Eugeniuszem Onieginem” Puszkina i naszym „Panem Tadeuszem”, poematu przetłumaczonego na wszystkie niemal języki europejskie i niektóre pozaeuropejskie. Polskie tłumaczenie Henryka Batowskiego ukazało się w 1932 roku.
Ten światły władca i poeta stworzył z Czarnogóry wprost bajkowe księstwo. I postępował czasami jak książę z bajki. Miał zwyczaj np. w wolnych chwilach wychodzić z gęślami do swojego ludu, siadać na ganku pałacowym lub na kamieniu i śpiewać mu własne pieśni, a także te stare, od zawsze przez naród śpiewane. Lud go za to uwielbiał.
Tradycje poetyckie w rodzie Njegošów kontynuował również siostrzeniec Petara II Petrovicia, Stevan Perović Cuca (1830-1857), głównodowodzący wojsk czarnogórskich i pretendent do tronu. Nazywany był czarnogórskim Brankiem Radičeviciem.* Wypędzony z kraju przez księcia Danila Petrovicia z po­wodu różnic politycznych, zamordowany został w Konstantynopolu na jego rozkaz.
Również ostatni władca Czarnogóry z dynastii Njegošów, rządzącej krajem od 1697 roku, Nikola I Petrović Njegoš (żył w latach 1840-1921, panował od 1860 do 1918 roku), był wybitnym politykiem, a także ulubionym przez naród poetą. Tak samo i on, podobnie jak Petar II, poświę­cał wolne chwile na bezpośrednie kontakty z narodem. Był dowcipny i przystępny, uwielbiał anegdoty, pozwalał, by ludzie żartowali z nim jak z równym sobie.
W polityce zagranicznej Nikola I Petrović Njegoš zwrócony był ku Europie, zawarł także tajne porozumienie z serbską dynastią Obrenoviciów, z Cesarstwem Otomańskim natomiast w latach 1862-78 prowadził nieustanne wojny o większym lub mniejszym zasięgu. To się oczywiście musiało podobać walecznym Czarno­górcom i znalazło swój wyraz w panegiryku znanego w tamtych czasach poety Radoje Roganovicia-Crnogoraca:

    Blask rozsiewa Kneź Nikola,
    Orzeł skalny setny,
    Rycerz miecza, rycerz pióra,
    Junak nasz szlachetny.*

Wzmocnił Nikola także wewnętrznie państwo czarnogórskie, zadbał o oświatę, o kulturę, uporządkował prawo, a także wyraź­nie podniósł międzynarodowe znaczenie i prestiż Czarnogóry.
Za swojego panowania wykreował dwa doniosłe wydarzenia o znaczeniu wewnętrznym i międzynarodowym: zorganizował wielką uroczystość obchodów rocznicy 200-lecia panowania dynastii Njegošów w Czarnogórze oraz obchody 50-lecie swojego panowania. Przy tej okazji, nawiązując do historycznych królewskich tradycji Czarnogóry, podniesiono rangę państwa z księstwa do królestwa, a na skronie Nikoli I Petrovicia Njegoša włożono koronę królewską, co mu się niewątpliwie należało.
Po wybuchu I wojny światowej Czarnogóra była liczącym się koalicjantem sprzymierzonym z Serbią. Przypadł jej jednak w udziale zbyt wielki ciężar walk frontowych, któremu w 1916 roku mimo dzielności żołnierza nie mogła podołać. Po zdobyciu Cetinja przez austriackie i niemieckie wojska Czarnogóra musiała skapitulować, a król Nikola wraz ze swoim  rządem zmuszony został do ucieczki najpierw do Włoch, dzięki koligacjom monarszym do córki, królowej Jeleny, a następnie do Francji, do Bordeaux, skąd próbował wpływać na dalszy bieg zdarzeń w kraju, jednakże to mu się już na odległość nie bardzo powiodło, podobnie jak i uczestnictwo w europejskich konferencjach pokojowych w 1918 roku po zakończeniu wojny.
Oddziały czarnogórskie, po kapitulacji kraju włączone do wojska serbskiego, walczyły dalej, do końca wojny. A król Nikola pisał:

    Jeszcze żyje Czarnogóra,
    duch w narodzie nie upada,
    dzielni nasi są górale,
    obca im jest wszelka zdrada.

Szczególnie ciężki był front salonicki i tam wykrwawiły się oddziały czarnogórskie. Po przełamaniu tego frontu wojska serbskie wkroczyły do  Czarnogóry, gdzie władzę ustanowiono pod serbskim nadzorem, powołano tymczasowy parlament w Podgo­ricy, który 26 listopada 1918 roku oskarżył króla Nikolę I Petro­vicia Njegoša o zdradę i zdetronizował go, po czym podjął uch­wałę o przyłączeniu Czar­nogóry do Serbii.
Po detronizacji król nie mógł już wrócić do kraju. Wygnanie zostało przypieczętowane nie tyle przez własny naród, bo ten nawet ostro protestował, co przez powolny Serbom podgoricki parlament. Na usprawiedliwienie owych decyzji trzeba jednak dodać, że już w latach wojny w toku było organizowanie wspólnego państwa południowych Słowian, a po jej zakończeniu należało coś zrobić z jednym z dwóch monarchów, którzy mogli pretendować do korony. Znacznie silniejszą pozycję miał młody Aleksander Karadjordjević, któremu Komitet Jugosłowiański taką obietnicę złożył już w 1917 roku, niż przebywający na wygnaniu leciwy Nikola I Petrović Njegoš.
Rozgoryczony król pisał:

    Ja, nieszczęsny syn wolności,
    wygnan z ojczystego raju,
    nazbyt ciężką znosić muszę
    poniewierkę w obcym kraju.

Podobny scenariusz wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami, nawiasem mówiąc, narzucony został parę dziesiątków lat później Litwinom, Łotyszom i Estończykom po „wyzwoleniu” ich krajów przez wojska sowieckie podczas II wojny światowej. Kraje Europy Środkowej spotkał wtedy niewiele lepszy los. Przy zastosowaniu przez Rosjan niemal tych samych mechanizmów manipulacji przemienione zostały w tak zwane KDL-e (kraje demokracji ludowej) podporządkowane Moskwie.
Na podkreślenie zasługuje fakt, iż w Królestwie Serbów, Chorwatów i Słoweńców Czarnogóra zachowała jednak śladowe atrybuty autonomii, które zupełnie już zanikły w Królestwie Jugosławii.
Po II wojnie światowej, w Titowskiej Jugosławii, dzięki wiceprezydentowi Milovanovi Djilasowi, który był Czarnogór­cem, Czarnogóra uzyskała status jednej z sześciu republik jugosłowiańskich i pewną autonomię, przysługującą tym nowym, socjalistycznym tworom, które w kraju prowadzonym silną ręką Marszałka miały właściwie niewiele więcej uprawnień od okręgów administracyjnych. Tym niemniej dawało to jakąś szansę na częściową odbudowę struktur państwowych i złudzenie samodzielności, co nie było bez znaczenia.
Kiedy wraz ze śmiercią Marszałka skończyła się Titowska Jugosławia i nastała wkrótce potem Miloševiciowska, wobec której ta wcześniejsza wydawać się mogła rajem, wszystko zaczęło się rozpadać: rozpętane zostały wojny wewnętrzne i krew się polała.
Najpierw wyłuskała się i wybiła na niepodległość Słowenia. Potem, z większym już trudem i większym kosztem krwi, Chor­wacja. Wreszcie na skutek zakusów na podział Bośni i Her­ce­go­winy rozpętała się straszna wojna, trwająca w Bośni blisko cztery lata. W tym czasie „chyłkiem” wybiła się na niepodległość Macedonia.
Jugosławia, zredukowana już do dwóch republik, Serbii i Czarnogóry, dalej borykała się z olbrzymimi problemami wew­nętrznymi, których przysparzało jej autonomiczne kiedyś Kosowo-Metohjia, wcielone przez Miloševicia do Serbii i poz­bawione atrybutów autonomii. Zaczęło też stopniowo rosnąć napięcie w Woj­wodinie. I wtedy te serbskie kłopoty Miloševicia, które ściągnęły na Jugosławię bombardowania NATO-wskie, postanowiła wykorzystać Czarnogóra do umocnienia swojej republikańskiej odrębności.
Milo Djukanović, pierwszy wybitny mąż stanu, jaki pojawił się w Czarnogórze po utraconej przez nią niepodległości, pozycję swoją budował stopniowo. Jako młody, zdolny i zaufany człowiek uzyskał poparcie Slobodana Miloševicia, dzięki czemu mógł zostać prezydentem Czarnogóry. A już jako prezydent, Djukanović zaczął się usamodzielniać i wyzwalać, konsolidując wewnętrznie Czarnogórę, budując jej odrębność ekonomiczną, polityczną i monetarną, wreszcie uszczelniając granice republiki i przygotowując ją do obrony na wypadek ewentualnego otwartego konfliktu.
Ponieważ Czarnogóra nie mogła mieć własnego wojska, a tylko republikańską milicję, Djukanović zaczął rozbudowywać ją i szkolić sprawność bojową tej formacji, w wyniku czego wkrótce dysponował świetnie przygotowaną i po zęby uzbrojoną dziesięciotysięczną armią komandosów, która musiała budzić respekt.
Władcy Czarnogóry z dynastii Njegošów, ci najwybitniejsi, byli poetami. Djukanović nim nie jest, ale obdarzony wyobraźnią polityczną, odwagą i zdolnościami dyplomatycznymi oraz konsekwencją w realizacji swoich zamysłów, umiał wykorzystać sprzyjający moment polityczny: parł ku całkowitemu rozerwaniu więzów łączących Czarnogórę z Serbią, choć nie wszyscy w Czarnogórze to popierali. Tak zwani „biali”, którzy tradycyjnie od końca I wojny światowej byli zwolennikami ścisłej więzi z Serbią, i tym razem sprzeciwiali się jej zerwaniu, „zieloni” natomiast, zwani również „montenegrystami” lub „dukljanami”, od początku zdecydowanie wspierali politykę Djukanovicia. Ten rozłam w społeczeństwie czarnogórskim nie przebiegał jednak tak klarownie, jak to przedstawiłem, przeniknął on nawet we wciąż jeszcze żywe w Czarnogórze struktury rodowe, a także rodzinne, i w niejednym przypadku potrafił położyć się cieniem na wzajemnych relacjach ojców z dziećmi czy braci, spośród których jeden był po jednej, a drugi po przeciwnej stronie (ilustracją tego może być przypadek braci Brkoviciów, wybitnych czarnogórskich poetów, Jevrema i Svetislava). Czarnogóra podzieliła się niemal pół na pół i podział ten sprawił, że groźba wojny domowej wisiała w powietrzu. Djukanovicia nie odwiodło to jednak od realizacji planu ostatecznego przecięcia formalnych więzów z Serbią. A tę jego determinację ilustruje taka choćby wypowiedź z 2004 roku:
Jeśli Czarnogóra, broniąc się przed Miloševiciem, stworzyła infrastrukturę niepodległego państwa, trudno oczekiwać, żeby tylko z powodu pozytywnych zmian w Belgradzie mogła wyrzec się prawa do kształtowania swojej przyszłości.*
Dzięki tej właśnie determinacji i niewątpliwym talentom dyplomatycznym Djukanovicia, po 88 latach od utraty niepodległości Czarnogóra odbudowała swoją niezawisłość bez jednego nawet strzału i bez ofiar w ludziach. Ale lata podległości nie minęły bez śladu. Operacja rozdzielenia republik zrośniętych przez dziesię­ciolecia jak bliźnięta syjamskie szczęśliwie została zakoń­czona pozytywnym wynikiem referendum w 2006 roku,  rekonwalescencja jednak przebiegać będzie jeszcze długo, gdyż  wiele lat trzeba, żeby o urazach można było zapomnieć, puścić je w niepamięć, szczególnie w tak dumnym społeczeństwie, ja­kim jest czarnogórskie. I nie ma w tym nic zaskakującego czy nienormalnego. Tak musi być. Znamy to również z naszej historii. Te procesy wymagają czasu.
Wielokulturowa i wieloetniczna Czarnogóra, podobnie jak wszystkie pozo­stałe kraje post-jugosłowiańskie, wciąż jeszcze jest wewnętrznie podzielona i zwaśniona, rozdarta między róż­nymi przeciwstawnymi sobie racjami oraz interesami, więc na­pię­cia tlą się tu dalej. Sentymenty i resentymenty ciągle jeszcze utrzymują dość wysoką temperaturę. Ale dzięki temu, że oba kraje, i Serbia, i Czarnogóra, znalazły sporo dobrej woli, żeby utrzymać między sobą poprawne, a nawet bliskie stosunki, jest nadzieja, że się społeczność czarnogórska scali, podobnie jak się scaliła polska po rozbiorach.

*
Ta podwyższona wrażliwość widoczna jest również w środowiskach kultury. Różni je stosunek do historii, do tradycji, do zdarzeń i faktów. Poszczególne grupy i ugrupowania po swojemu interpretują przeszłość, zarówno dalszą, jak i bliższą. Inaczej też oceniają dzień dzisiejszy. Jest to żywe również w środowisku twórczym. Ono także jest podzielone. Podobnie jak u nas, również tam są dwa związki pisarzy. I tak jak nasze nie darzą sympatią siebie nawzajem.
Polski czytelnik nie jest zorientowany w tej sytuacji, ani też pasjonuje się wewnętrznymi swarami w Czarnogórze. Nawet jeśli wie, co tam się działo, czy dzieje, to gdy książkę bierze do ręki, ona mu się musi sprawdzić w czytaniu, a nie czytanie sprawdzić w aurze konfliktu. Dlatego z pewnością oczekuje na antologię, która mogłaby być reprezentatywna dla całego środowiska twórczego i dawałaby możliwie pełny obraz czarnogórskiej poezji XX wieku.
Mam świadomość, że czas na robienie takiej antologii nie jest dziś najlepszy, że na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo utraty bezstronności, zbytniego przechylenia się na jedną czy drugą stronę, podzielenia takich czy innych racji, w wyniku czego może nie zadziałać jedyne dopuszczalne kryterium w doborze poetów i wierszy, jakim jest kryterium jakości, wartości literackiej utworu poetyckiego.
Antologia nie może być obciążona bieżącą chwilą polityczną. Ona powinna dać możliwie pełny obraz czarnogórskiej poezji całego minionego wieku, przedstawić całe jej bogactwo i różnorodność, by rozsmakować w tej poezji, w poszczególnych poetach i wierszach polskiego czytelnika.
Nie mam ambicji wartościowania czarnogórskiej poezji, wprowadzania jakiejś nowej gradacji. Tego rodzaju oceny są sprawą czarnogórskiej krytyki literackiej i tamtejszych uniwersytetów. Ja z poezji czarnogórskiej XX wieku starałem się wybrać to, co wydawało mi się ciekawe i dla mnie do przekładu, i dla polskiego czytelnika do czytania, a więc to, co ma wartość uniwersalną i będzie zrozumiałe w nieco innym kontekście kulturowym, to, co znajdzie współbrzmienie z naszą wrażliwością estetyczną ukształtowaną na polskiej poezji.
Sama poezja nie jest i nie musi być pozbawiona wrażliwości i emocji politycznej, ma ona prawo penetrować i tę dziedzinę na­sze­go życia podobnie jak wszystkie inne i oddać ją słowem poetyckim.
Ale w przeciwieństwie do polityki, dla której ważna jest struktura i organizacja ogółu oraz niezbyt czyste czasami układy i powiązania jednostek, poezję tworzą słowa czyste i przejrzyste, ich struktura i organizacja oraz powią­zanie, słowa wrażliwe, które nie śpią, które czuwają i reagują na wszystko, co wokół i w nas samych. Poezja od zawsze nam towarzyszy we wszystkim, co czujemy i przeżywamy, ku czemu dążymy, o czym marzymy. Jej słowa otwierają nam oczy i uszy, prowadzą przez świat, szybują ku gwiazdom, przenikają w głąb niepojętego i niewidzialnego, i choć wszystkiego nie mogą nam wyjaśnić, to potrafią przybliżyć, ukazać, uczulić, uwrażliwić. I o to chodzi poezji, temu służy jej dociekliwość, mądrość, wrażliwość. Taką poezję czarnogórską pragnąłem zaprezentować polskiemu czytelnikowi, ale w drogę weszła mi polityka.

*
Sytuację taką brałem pod uwagę przystępując do pracy nad Antologią, ale nie spodziewałem się, z jaką skalą trudności przyj­dzie mi się zmierzyć, jak skomplikowane będzie, czy się wręcz niemożliwe okaże wypracowanie spójnej koncepcji tego projektu, satysfakcjonującej wszystkie zainteresowane strony.
Mnie, jak wspomniałem, chodziło o to, żeby przy doborze autorów i wierszy wznieść się ponad podziały polityczne i organizacyjne, ponad wszelkie waśnie i animozje, gdyż wszystko to jest przejściowe i zmienne, obciążone wpływem czynników poza­artystycznych, a poezja, ta dobra, żywot ma dłuższy i trzeba ją chronić przed tego rodzaju zawirowaniami, przed kryteriami pozaartystycznymi. Niestety, jak to się mówi, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a rzeczywistość dnia codziennego potrafi być nieugięta, odporna na wszelkie perswazje i robić swoje. I ślad swój odciska na wszystkim, i na wszystkim zostawia piętno czasu.
Oto, na przykład, jeden z najciekawszych współczesnych poetów czarnogórskich, Ranko Jovović (ur.1941 r. w Kosiciu k. Danilovgradu), kiedy praca nad Antologią w zasadzie została już zakończona, kategorycznie zażądał, żeby jego nazwisko i wiersze z niej wycofać. On nie chce być w tej antologii z wielu względów, a także i z tego, że choć jest Czarnogórcem od pradziadów, uważa siebie za poetę serbskiego. Co w tej sytuacji i w innych jej podobnych, choć nie identycznych, antologista i tłumacz miał zrobić? Obrazić się i zrezygnować z wydania Antologii?
Choć uważam, że okrojone antologie nie mają większego sensu, są na swój sposób okaleczone, informacyjnie niepełne, a nawet wprowadzają w błąd, to jednak ta moja jest znacznym krokiem naprzód w stosunku do wszystkiego, co się ukazało w różnych językach i krajach pod nazwą antologii poezji czarnogórskiej w ostatnich latach. Antologia wychodząca w Polsce w wersji wprawdzie jeszcze nie doskonałej, obciążona swoim „wcześniactwem”, usiłuje jednak przedstawić polskiemu czytelnikowi cały wachlarz poezji czarnogórskiej na przestrzeni ostatnich stu lat. A że ten wachlarz postrzępiony jest przez wichry historii... Ważne jest to, że jest to pierwsza całościowa próba zaprezentowania czarnogórskiej poezji XX wieku po odzyskaniu przez ten kraj niepodległości. Następne będą pełniejsze.
Musimy też sobie uzmysłowić, że jest to antologia poezji zrodzonej w całości niemal, nie tyle w niewoli, bo Czarnogórcy nie odbierali w taki sposób utraty niepodległości na rzecz przedwojennej i powojennej Jugosławii, co w okresie całkowitej serbskiej dominacji politycznej i pod silnym wpływem serbskiej kultury i serbskiej literatury od chwili zakończenia I wojny światowej aż po dziś dzień niemal. Czarnogórska młodzież przeważnie w Belgradzie, znacznie rzadziej w Sarajewie, kończyła studia, często też w Belgradzie stawiała pierwsze swoje kroki literackie, a wielu było takich, co po studiach do Czarnogóry już nie wracali. Do nich należy np. Novica Tadić (1949, Smriječno), jeden z najwybitniejszych poetów serbskich średniej generacji, który od debiutu w 1974 roku mieszka w Belgradzie. Trzeba jednak pa­mię­tać, że Belgrad przez dziesięciolecia przyciągał młodych ludzi nie tylko jako stolica Serbii, ale także, a może przede wszystkim, jako stolica państwa, Jugosławii. Dopiero od paru lat stał się on dla Czarnogórców zagranicą.
Są też tacy Czarnogórcy jak Matija Bećković (1939, Senta), którzy urodzili się poza Czarnogórą i całe życie twórcze spędzili w Serbii, do Czarnogóry wyjeżdżając tylko nad morze, a jednak pozostali Czarnogórcami zarówno w swojej świadomości, jak i w poezji. Ale to wcale nie znaczy, że są zwolennikami czarnogórskiej niezależności, często wręcz przeciwnie.
Do grona serbskich poetów z silnymi czarnogórskimi korzeniami należał również Stevan Raičković (1928-2007), który żył w Belgradzie, a odpoczywał w swojej weekendicy w Herceg Novim, a czuł się Jugosłowianinem.
Ta silna więź z Belgradem i z serbską literaturą w sumie jednak poezji czarnogórskiej wyszła na dobre, gdyż na przestrzeni ostatnich stu lat w Serbii utrzymywało się stale wzrastające ożywienie intelektualne i twórcze, a poezja przeżywała swój okres świetności i wydała wielu znakomitych autorów od Miloša Crnjanskiego, Rastka Petrovicia, Momčila Nastasijevicia, poprzez Lubomira Micicia i Branka Ve Poljanskiego po Desankę Maksimović, Vaska Popę, Stevana Raičkovicia i Miodraga Pavlovicia. Trudno sobie wyobrazić, żeby tak wybitne indywidualności poetyckie nie wytyczyły również dróg i ścieżek rozwoju poezji czarnogórskiej, żeby nie oddziałały na kierunki jej poszukiwań twórczych. Ale trzeba przyznać, iż mimo tak ogromnych po­wiązań z Serbią, poezja czarnogórska zachowała swój własny, niepowtarzalny klimat, budowała swój świat, wyraźnie rozpoznawalny, odrębny, wciśnięty w jej malownicze góry, zagłębiony w jej romantycznej historii, zdobny barwną rycerską tradycją. Bo jeśli nawet ktoś chciałby złośliwie wielowiekowe czarnogórskie zmagania i utarczki z Turkami sprowadzić do zbójnictwa, to musiałby przyznać, przy choćby pobieżnym zajrzeniu za kurtynę czarno­górskich dziejów, że było to zbójnictwo nacechowane wzniosłymi ideałami i surowymi, wręcz rycerskimi zasadami, co znajdowało swój wyraz również w poezji. Do głosu dochodzą w niej: umiłowanie wolności i obrona niezawisłości, tradycje ro­dowe i narodowe, kult ojca, matki, braterstwa oraz sprawa ofiarności, męstwa, honoru, spolegliwości i przyjaźni. Poeci czarnogórscy nie mają odwagi, a może i potrzeby, epatować swojego czytelnika szokującymi tematami z tak zwanych marginesów życia, nie uprawiają prowokacji artystycznej na taką skalę, jak to się dzieje obecnie w Europie dlatego chyba, że Czarnogóra po dziś dzień jest enklawą tradycyjnych zasad i wartości, które u nas, niestety, bardzo się rozmyły i przestały dyscyplinować sztukę.
A i tam to się ostatnio zaczyna zmieniać, co można zaobserwować w poezji najmłodszej, a szczególnie w wierszach urodzonego w 1984 roku Dušana Djurovicia, obdarzonego niewątpliwym talentem i dynamiką twórczą, pełnego neurastenicznej witalności, zbuntowanego, negującego zastany świat. Dla ilustracji przytoczę tu wiersz:
Ten, z czyjego jestem nasienia  

    Jak każdego dnia o tym czasie,
    przychodzi z pracy pochylony.
    Czerwony na twarzy i czole łazi po mieszkaniu,
    szykując się do łóżka.
    Ma czterdzieści osiem lat
    i zdrowie dość dobre.
    Pozwolił, by nowa praca go łuszczyła,
    podgryzała, wysysała.
    Skulony pod kołdrą wygląda żałośnie.
    Jakby w każdej chwili konsylium lekarzy
    miało go odłączyć od aparatury.

    Budzi się po kilku godzinach,
    pali podniesiony na łokciu i znów pod kołdrę.
    W tym miesiącu minęło półtora roku,
    od kiedy zaczął pracować.
    Początkowo myślałem, że będzie pić,
    że popełni samobójstwo.
    A potem zrozumiałem. On nie ma co w sobie zabić.

    Chwilami pojawiają się przebłyski radości.
    Ale są to jakby błyskawice, które zapowiadają burzę.
    I tak każdego dnia.
    Pochylony, czerwony na twarzy i czole, snuje się
    po mieszkaniu.
    Wkłada piżamę i wchodzi do łóżka.
    Pod kołdrę. Pod ziemię.*

Nie ma w tym wierszu najmniejszego współczucia dla ciężko pracującego ojca, jest niechęć granicząca z pogardą dla człowieka zniewolonego, który zatracił własną osobowość, godność, zdolność sprzeciwu, który zmęczony życiem staje się żywym trupem zaszywającym się po pracy w łóżku, które jest grobem.
Wprawdzie jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale nie można też powiedzieć, że nie ma z nią żadnego związku. Jakiś nowy ferment w tej poezji po odzyskaniu niepodległości zaczyna się wyraźnie wytwarzać.




Autor: Grzegorz Łatuszyński




Więcej o tym autorze...


Seria: Biblioteka Poetycka

Biblioteka Poetycka Oficyny Wydawniczej AGAWA, w której wydajemy głównie polską poezję, ale też czasami poezję tłumaczoną z innych języków, odnotowuje na swoim koncie coraz to nowe sukcesy.

Dwie pozycje poetyckie "Agawy"

uzyskały nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej

za najlepszą książkę miesiąca. W 1993 roku

"Poezje zebrane" Zbigniewa Bieńkowskiego zostały książką miesiąca sierpnia, a

w 1997 roku

"Debiut z aniołem" Jerzego Górzańskiego został książką miesiąca maja. Ponadto w tej Bibliotece ukazały się poezje znanych już polskiemu czytelnikowi chorwackich pisarzy Andjelka Vuleticia

i Mile Stojicia

oraz tom poezji wybitnego polskiego poety emigracyjnego

Bogumiła Andrzejewskiego "Podróż do krajów legendarnych".

Najnowsze tomiki współczesnych polskich poetów to

"Spojrzenia"

Andrzeja Szmidta

i "Atena strząsająca oliwki"

Mariana Grześczaka

Więcej o tej serii...



Lista wszystkich książek